#0027

Dzisiejszy dzien sie zaczal dziwnie. Wyszedlem z domu na rutynowego papierosa ze spacerem i spotkalem pania gadajaca z psem, ja bylem jej nastepnym celem. Niech pan przegoooni tego psa! Ale czemu ja mam gonic psa? Booo ooonnn nieeee maaa smyyczyyy i beeedzieee jaaadll kossciii. Idac dalej mijalem komisariat. Jeden z funkcjonariuszy stal na schodach przed wejsciem, drugi siedzial w radiowozie. Wzial do reki mikrofon i przez glosniki z radiowozu spytal pierwszego, a wraz z nim okolicznych spacerowiczow. *ksz, ksz* Ejjj… byles juz w kiblu?. Wrocilem spokojnie do domu i znalazlem list do mnie. Krwiscie czerwona koperta, obok mojego nazwiska i adresu napisane kici, kici. Odwracam aby odkleic i czytam badzmy nieprzyzwoici. Ok, ktokolwiek to jest – ma mnie, naprawde. Przez chwile myslalem, ze jakims cudem moj zbior zachowan przyczynil sie do tego, ze mimo 22 lat wciaz otrzymuje walentynki. Otwieram, a tam zdjecie martwego kota.

