
Ostatnio nie pisze gdyz po pierwsze walcze z mysla brzmiaca “blogi sa dla dziewczyn”. Po drugie Filip siedzi w Warszawie, wiec mam papke z mozgu i zdumiewa mnie, ze w ogole jestem w stanie siedziec tak aby nie ciekla mi slina z ust, a po trzecie pracuje od rana do wieczora. Tak, uwazam, ze 12 to rano i nie jest mi wstyd ziewac w metrze.

2040r. Kamera pokazuje jakiegos zwierza skrobiacego w glebie. Ujecie sie rozszerza i widzimy dwa, zmutowane, karlowate pancerniki szukajace resztek pokarmu w ruinach Warszawy. Koniec sceny. Na ekranie pojawia sie napis “30 lat wczesniej”. Akcja przenosi sie do piekla, gdzie po niedawnej katastrofie lotniczej na powierzchni, dochodzi do zamachu stanu i zamieszek. W wyniku tego pyl wulkaniczny okrywa ziemie i na przestrzeni kolejnych lat dochodzi do wymarcia zwierzat oraz roslin. Rozmawialem z panem Andrzejem i chce to krecic ale mowi, ze “Katyn 2″ – ja mowie, ze to zbyt pretensjonalny tytul ale jeszcze napewno sie dogadamy. Jakby co zbieram reszte ekipy.

No i jestem w Warszawie. Dzis zaczalem prace w Metalunie. Siedze wlasnie w zupelnie pustym mieszkaniu sluchajac Nick’a Cave’a z telefonu gdyz nie przywiozlem jeszcze swojego calego sprzetu tutaj. No i nie mam co ze soba zrobic. Jak sie okazuje, w obcym miescie juz dwa dni z rzedu nie tak latwo znalesc kogos zeby wyjsc do knajpy w srodku tygodnia, a z drugiej strony jestem zbyt podekscytowany zeby isc spac. Ale skoro juz bylo o mieszkaniu. Wszyscy sie ze mnie smieja gdyz zamieszkalem na Pradze, a w dodatku na podobno slynnej ulicy Zabkowskiej. Ostatnio potencjalne szanse na to, ze cos mi sie stanie, umiejscawiam dosc wysoko gdyz biezacy miesiac byl tak wielka zbieranina sukcesow iz nie widze specjalnie innej mozliwosci niz aby karma dojebala po calosci. Tak wiec ostatnio boje sie smierci. Zastanawialem sie czy zwiekszylem jej prawdopodobienstwo zmieniajac w ostatniej chwili decyzje aby jednak jechac samochoden zamiast pociagiem. Bylem blisko ale sprawne hamulce rozwialy moje proroctwa ciut za Ostroda. W dalszej czesci podrozy kiedy zastanawialem sie komu w razie czego “kibicuje” na “mojej” ulicy, rzucil mi sie w oczy znak stojacy przy drodze z napisem “NIE DAJ SIE ZABIC”. To dodalo mi nieco otuchy na ostatnich kilometrach przed Warszawa. Do czasu, bo wchodzac w brame kamienicy, w ktorej mieszkam zobaczylem na scianie klepsydre z informacja o zgonie jednego z lokatorow. Bylem juz w pelni gotowy zegnac sie ze swiatem jeszcze wczorajszego wieczoru ale ostatecznie tylko rozbolal mnie brzuch. Wychodzi wiec, ze poki co odpieram ataki zlej karmy lepiej niz wisiorek z jader Buddy. Dzis z kolei przeprowadzila na mnie zamach Chinska Republika Ludowa gdyz chinczyk, ktorego zamowilismy do pracy sprawil, ze… a zreszta, zrezygnujmy z kolorowych opisow…